
Po tym doświadczeniu jedziemy kawałek dalej, dotrzeć do granicy z Albanią. Tutaj także celnicy są bezproblemowi i życzliwi, Tuż za granicą znajdziemy spokojne miejsce nad Jeziorem Szkoderskim, ładne miejsce. Obok jest fajna restauracja, Po dzisiejszej adrenalinie zapraszamy na pyszny posiłek z dobrym domowym winem.

pierwsze spotkanie w Albanii 
Wieczorna atmosfera nad Jeziorem Szkoderskim
Rano witają nas krowy, Owce i świnie się obudziły, wszyscy z ciekawością przechadzają się po naszym samochodzie. Frodo i Quappo są bardzo zirytowani, Szczególnie niekomfortowo czują się w obecności krów. W następnym mieście, Koplik, chcemy uzupełnić nasze zapasy, Wymień pieniądze i kup kartę telefoniczną. Ponieważ dzisiaj jest niedziela, jesteśmy podekscytowani, czy damy radę ze wszystkim. Ale to chyba nie jest tutaj problemem, wszystkie sklepy są otwarte i dostajemy wszystko, co chcieliśmy uzyskać. Uzbrojeni w to wyruszyliśmy najpierw w kierunku Alp Albańskich na północy. Po raz kolejny znaleźliśmy się na szalonej serpentynowej drodze, Jednak ruch jest tu prawie żaden, więc trasę można pokonać spokojniej. Zaraz za przełęczą skręcamy i znajdujemy małą zatoczkę przy drodze, gdzie możemy spędzić noc. Ponieważ gubi się tu tylko kilka pojazdów, możemy spędzić spokojną noc. Hans-Peter rozpala kolejny fajny ogień i po raz pierwszy korzysta z naszego rusztu grillowego.

Rano na śniadanie mleko dostarczane jest na stół świeże: znowu mamy gości 2 ciekawe krowy. Najwyraźniej stoimy im na drodze i są zdezorientowani przez potwora, co nagle staje na przeszkodzie.

Nasza podróż trwa dalej do Tamare, Chcielibyśmy zdobyć mapy turystyczne tego obszaru. Stoję przed centrum informacyjnym rozczarowany: są otwarte od środy do niedzieli, ale dzisiaj jest poniedziałek. Jedziemy więc dalej bez mapy i szukamy miejsca w mini-miasteczku Lepushe. Zaczynamy wędrówkę prosto i dochodzimy do pięknego płaskowyżu, Frodo i Quappo świetnie się bawią i biegają jak szaleni .

właśnie tam chcemy iść 



Pijemy Tiranę w jedynym pubie w mieście, Potem zmęczeni kładziemy się do łóżka. Następnego dnia ruszamy w stronę Vermosh, W drodze powrotnej zaprasza nas stary rolnik, przyjść do niego. Zaraz przyniesie nam winogrona, Figi i pomidory, w zamian chce ode mnie kilku całusów – zabawne i nieco dziwne doświadczenie. Po prostu 15 Kilometry później trafiamy do Tirany w wiejskim pubie. Quappo zaprzyjaźnił się teraz z wiejskim psem Buddym i zaprosił go na kolację.


bez słów 

północne Alpy Albańskie
Wyglądam wcześnie rano za okno (dzisiaj jest 15.09.) widzimy słońce świecące w całej okazałości. Bez zbędnych ceregieli zmieniamy plany i podejmujemy decyzję, zostać tu, w dolinie, jeszcze jeden dzień. Zmieniamy trochę lokalizację i jeździmy po okolicy 10 Kilometry dalej do ostatniej wioski w dolinie. Vermosh, tak nazywa się to małe miasteczko, Podoba nam się prawie bardziej niż Lepushë – pięknie leży w dużym rozmiarze, szeroką doliną i znajduje się tu nawet małe centrum wioski. Lt. Nasz przewodnik chce, żebyśmy stąd rozpoczęli przyjemną wędrówkę przez granicę do Czarnogóry – Zaczynamy więc szukać i rzeczywiście znajdujemy tę ścieżkę.

Trasa początkowo jest bardzo dobrze oznaczona, ale nagle prawie w ogóle nie widać. Wszystko jest zarośnięte, Najwyraźniej nikt tu nie przechodził przez ostatnie kilka miesięcy. Przed wyjazdem pobraliśmy aplikację turystyczną Komoot, Obecnie jest on właściwie używany po raz pierwszy i okazuje się bardzo pomocny. Bez pomocy technicznej prawdopodobnie nie znaleźlibyśmy drogi. Nadal przechodzi przez małą przełęcz, dopóki nie mamy przed sobą jeziora. Jednak jest już dość nisko i jesteśmy tym zmęczeni, iść na brzeg. Do 5 1/2 Godziny i trochę poniżej 20 Wszyscy przejechaliśmy 10 000 kilometrów, Henriette zaparkowała na następnym brzegu rzeki i podniosła nogi.

Bunkier, które są tu wszędzie 
Jezioro Rikavac 
chłodzenie 

Wziąłem kąpiel błotną 🙂

Następnego dnia znów budzi nas słońce i korzystamy z idealnego miejsca z bieżącą wodą, zrobić pranie – czasami to musi się zdarzyć !

Po skończonej pracy wracamy z pięknej doliny – Prognoza pogody w górach na najbliższe dni nie jest zadowalająca, powinno 5 Zatrzymaj deszcz na długo – to nie jest zabawne ?? Musimy więc ponownie przemyśleć nasze plany podróżnicze, decydujemy, jechać dalej na południe. Ponieważ spędziliśmy już pół dnia na pracach domowych, Poszukajmy miejsca w Skhodarze. Znajduję restaurację, gdzie powinno się móc smacznie zjeść i dobrze stać – to nasz kolejny cel. Podróż powrotna SH20 ekscytuje nas tak samo jak podróż tam, droga przez przełęcz jest po prostu genialna. Lt. Z moją kartą nie musimy nawet jechać przez miasto, ale zostań na przedmieściach – Oczywiście mapa się nie pojawiła, że ulice znów są brutalnie wąskie, a linie telefoniczne i oddziały bardzo duże, są bardzo niskie. To ekscytujące i wąskie gardło (po prawej pracownik budowlany, łączy Bauma, ponadto 10 ludzie, którzy stoją i patrzą) na naszym dachu jest pęknięcie ??

Kliknij na Skhodar 




W restauracji znajduje się naprawdę ładne miejsce parkingowe i nie możemy się doczekać kolacji. Niestety nikt nie mówi ani słowa po angielsku, ale okazuje się, że i tak jest tu tylko jeden posiłek: grillowane steki jagnięce z frytkami i sałatką. Smakuje wyśmienicie i wieczór kończymy usatysfakcjonowani.
Nasz wskaźnik wody jest czerwony, koniecznie musimy znaleźć wodopoj: Niedaleko powinna być stacja benzynowa. Po drodze zdarza nam się przejechać obok mostu Ura e Mesit i zamku Rozafa – więc program kulturalny jest już gotowy. Można znaleźć punkt wodny, Wielu Albańczyków przynosi tutaj kanistry z wodą – Kiedy pytamy, zostaje nam to wyjaśnione, że woda wypłynęła 800 Głębokość metra przychodzi i powinna być bardzo dobra.
Więc, Teraz znów jesteśmy samowystarczalni i kontynuujemy naszą relaksującą podróż do Dürres. Nasz system nawigacji nie ma jeszcze nowych ulic w tym mieście i tak jeździmy 5 tam i z powrotem – Kręcimy się w kółko przez co najmniej godzinę – Nastrój w kokpicie jest odpowiednio drażliwy, a nastrój w piwnicy. Ostatecznie sami nawigujemy i przyjeżdżamy 1,5 godziny spóźnienia w naszej lokalizacji. Znajdziemy tu długą piaszczystą plażę, który jednak jest niesamowicie zaśmiecony (Jesteśmy już do tego przyzwyczajeni, ale zawsze cię to przeraża). Hans-Peter jako pierwszy wchodzi na dach, aby spojrzeć na wczorajsze szkody: Lampa zewnętrzna jest oderwana, a deflektor gałęzi jest luźny – W ten sposób wiertło zostało użyte po raz pierwszy !! W międzyczasie chłopcy bawią się w piasku, Jednak dziwne są tutaj denerwujące, agresywne komary – obrażenia.



Strassenhunda Herberta
Dziś jest sobota, ten 18.09. i nasza podróż kontynuuje się na południe. Po drodze jest wiele do zobaczenia, kontrasty robią wrażenie: Jest kilka naprawdę eleganckich, nowoczesne hotele, Restauracje i bary, Ale przed nim na trawniku stoi krowa lub koza ?? Poza tym piętrzą się góry śmieci, potem przychodzą zaniedbane i prawie zniszczone budynki – wszystko obok siebie.

Skorupa służy jako stajnia 
Transportery krów 
czy to jeszcze będzie coś ?
Po około 130 Kilometrów dochodzimy do Vlory, nadmorski kurort dla Albańczyków. Zakładamy, że, że we wrześniu na plaży niewiele się dzieje – Ale tym razem naprawdę się mylimy !! Na końcu cypla, Po 5 Kilometry jazdy na nartach, widzimy wiele dużych pojazdów i słyszymy głośną muzykę – Pewnie jest tam wieczór techno ??? Naszą Henriettę umieszczamy na plaży w rozsądnej odległości od tego spektaklu, Jednak słuchamy muzyki przez całą noc. Po wspaniałym zachodzie słońca dzień kończymy przy ognisku – co może być ładniejszego? !!




Stado kóz na plaży 🙂
Noc była dość głośna, bas, Przez całą noc słyszeliśmy fale i wiatr. Dzięki Bogu w niedziele jest cicho i możemy cieszyć się pięknym dniem na plaży. Czas, aby ponownie wrzucić kilka zdjęć i kontynuować pisanie bloga.
Można tu pięknie spacerować po lasach sosnowych, Nasi chłopcy uwielbiają leśne podłogi. Quappo i Frodo najwyraźniej odkryli gdzieś szyb naftowy, Najpierw muszą wrócić do morza, stopy trzeba wyszorować.

Dzień na plaży jest niebezpieczny: Hans-Peter został ukąszony przez paskudnego komara, a mnie dopadła meduza: Teraz oboje mamy czerwone krosty na ramionach, maść kortyzonowa musi odejść. Wieczorem siadamy przy ognisku z Thomasem z Fürth, jego pies Diego i para z Austrii, którzy podróżują małym samochodem i namiotem. To będzie bardzo miły i ciekawy wieczór, zostajemy na zewnątrz, dopóki ogień nie zgaśnie.
W poniedziałek, To 20.09., mamy przed sobą mnóstwo programu: chcemy jechać do jedynej pralni w Albanii, w takim razie musimy iść na zakupy, potrzebuję wody i nowej karty Vodafone. Także, chodźmy do miasta: najpierw doświadczamy bankructwa: stację benzynową, gdzie powinna być woda, nam wyjaśnia, że nie mają wody. Znajdujemy małą ścieżkę na mapie, aby stamtąd dostać się do miasta – Już jesteśmy w środku chaosu: droga staje się coraz węższa, a linie są tu tak niskie, że ledwo się pod nim mieścimy. W pewnym momencie do naszego deflektora gałęzi wkręca się kabel ! Więc wracaj powoli- i podjechać ponownie, W tym celu należy ostrożnie podnieść pasek za pomocą butelki z wodą – powtórz całość kilka razy – Za nami trąbią teraz klaksony 7 Samochody, którzy chcą przejść !!! W pewnym momencie udaje nam się wrócić na główną drogę – teraz mokro się pocę.

Nasze nerwy uspokoiły się, znajdujemy sklep Vodafone (ale w tej chwili nie może nic sprzedać, bo nie ma internetu :)) i wreszcie pralnia. Tutaj pakujemy pełną maszynę, podczas gdy pranie nabiera kształtu, Chodzę na zakupy do wszystkich sklepów obok. Wreszcie mamy wszystko razem, Pranie również zostało zakończone, Uzupełniamy wodę i uciekamy od chaotycznego ruchu miejskiego. Jest przerwa na kawę na brzegu rzeki, łóżka są świeżo pościelone i znów jesteśmy całkowicie zrelaksowani. Stąd chcemy jechać trasą terenową, które znaleźliśmy w naszym przewodniku po fioletowym ratraku. Wejście na trasę znaleźliśmy bez żadnych problemów, możesz zacząć już teraz. Droga przez pierwsze kilka kilometrów jest jeszcze asfaltowa, Potem znaleźliśmy się na wyboistym terenie.
Trasa prowadzi pięknie wzdłuż góry z pięknym widokiem na rzekę Vjosë. Powoli wspinamy się pod górę, dopóki nie będziemy blisko 600 osiągnąłem najwyższy punkt.
Tutaj znajdziesz bardzo miłe miejsce na spędzenie nocy w całkowitej ciszy. Szybko rozpalamy ładne ognisko i cieszymy się samotnością. W nocy budzą nas konie, galopując obok naszego samochodu, potem od krów, który nas odkrył i wreszcie przez stado psów, kto tu prawdopodobnie gra w łapanie.
Po spokojnym śniadaniu wyruszyliśmy 2. Część trasy – po łącznie około 30 Kilometry w terenie wracamy na asfalt tuż przed Tepelena. Podczas skakania chłopcy byli trochę spięci, teraz mogą odzyskać siły.
Po przejechaniu przez Tepelenę, napotykamy szeroką drogę do Gjirokastër. Po drodze możemy uzupełnić zapasy wody – tutaj tony wody pochodzą bezpośrednio z góry ?? Przyjrzyjmy się bliżej Girokastërowi, To miasto zachwyca swoim wyjątkowym pejzażem: istotne, Kamienne domy przypominające małe fortece charakteryzują dzielnicę wokół zamku, dachy zbudowane są z płyt kamiennych z pobliskich gór. Wspinamy się na ogromną fortecę i mamy piękny panoramiczny widok na miasto.

Woda prosto z góry 




A
Nie możemy tu znaleźć miejsca parkingowego, więc musimy pójść trochę dalej. Naszym celem na dzisiaj jest „Syri to Kater”, niebieskie oko. Henriette możemy łatwo zaparkować na parkingu i wkrótce będzie ciemno. Tuż przed tym, jak chcemy iść spać (To jest 22.30 zegar), obok nas przejeżdża koparka i ciężarówka. Zaraz potem słyszymy ogłuszający hałas: piła łańcuchowa jest w użyciu i jak widzimy następnego dnia, Drzewo zostało po prostu ścięte w nocy i zmniejszone (prawdopodobnie stało to na przeszkodzie pracom budowlanym).
Następnego ranka spieszymy się, abyśmy mogli zrobić kilka zdjęć przed przyjeżdżającymi autobusami turystycznymi – Mamy szczęście, jest tam tylko kilku gości.

Woda wypływa z garnka źródlanego pod bardzo wysokim ciśnieniem (6 Metrów sześciennych/s), którego dokładna głębokość nie została jeszcze zbadana. Ze względu na jasny wapień woda w świetle słonecznym ma ciemnoniebieski kolor – to naprawdę szczególne zjawisko.
Na śniadanie szukamy spokojnego miejsca nad rzeką, Następnie kontynuujemy trasę do Ksamil. Wróciliśmy nad Adriatyk, Nie lubimy jednak panującego tutaj zgiełku. Lecimy więc wzdłuż wybrzeża z Henriette, dopóki nie znajdziemy cudownego miejsca tuż przy plaży w Borsh. Tu już nic się nie dzieje, Wszystkie bary na plaży są już zamknięte, Zostało tu już tylko kilka domków kempingowych i namiotów. Froda denerwuje paskudny komar, Bez zbędnych ceregieli otrzymuje koszulkę Hansa-Petera. Jest z tego zadowolony i może czuć się komfortowo pod okiem Henrietty.

Po długim spacerze po plaży (To prawdopodobnie najdłuższa plaża w Albanii, licząca ok 6 kilometrów) Nadal znajdujemy mały bar, gdzie możemy coś dostać. Do jedzenia są tylko ryby – jesteśmy rozbawieni, że ostatecznie na naszym talerzu znajdziemy pstrąga, a nie rybę morską – smakuje wyśmienicie.
Dzień kończy się pięknym zachodem słońca, Czas, zagrać w sztuczki. To miejsce jest po prostu zbyt piękne, aby od razu kontynuować podróż, Więc zostajemy tu po prostu następnego dnia. Obok naszego pojazdu nie ma rzeki prowadzącej do morza, zatem idealne warunki, do czyszczenia naszej toalety.

Podczas gdy my się kłócimy, przychodzić 3 Koniec świń, którzy tu przeglądają. Quappo jest bardzo zirytowany i żąda tego „śmiesznie wyglądające psy” grać – Szczeciniaste zwierzęta nie mają ochoty tego robić.

Po skończonej pracy opalamy się, popływać, a później wybrać się na zakupy do wioski. Nasi nowi sąsiedzi mają sympatycznego psa o imieniu Frieda, nasi chłopcy też się dobrze bawią. Do naszej okolicy zawita także kolejny obcokrajowiec: Corinne i Jürgen z Esslingen, którzy podróżują swoim Iveco. Zaczynamy rozmawiać i dowiadujemy się, że mamy bardzo podobne plany i trasy – Jestem pewien, że spotkamy się jeszcze gdzieś na świecie.

Po porannej kąpieli w Adriatyku przy kawie oglądamy pojazd Corinne i Jürgena, potem pakujemy się i opuszczamy to urocze miejsce. Trasa prowadzi wzdłuż wybrzeża do Wlory, serpentynami przez przełęcz 1.100 metrów w górę, następnie całkowicie z powrotem do poziomu morza. Drogi zmieniają się z jednego pasa z dziurami na 4 pasy ruchu, nowo utwardzone – tutaj naprawdę nigdy nic nie wiadomo, co Cię czeka. Chcemy zatankować po drodze, ale wszyscy 7 Stacje benzynowe nie akceptują kart, ma tu zastosowanie „tylko gotówka jest prawdą !!”.





Angstgegner
W Levan parkujemy przy restauracji nad jeziorem w małym lesie. Po krótkim spacerze jemy typowe albańskie qofte – smakują wyśmienicie. Przeciwko 19.00 Opuszczamy restaurację o godz, wkrótce potem gasną wszystkie światła i właściciel wraca do domu – Najwyraźniej dokonał u nas wystarczającej sprzedaży na dzisiaj ???


Zwróć uwagę na pluszową zabawkę !!
Zawsze w drodze zauważamy pluszaki, które są przymocowane do domów lub bram: wyjaśnia nasz przewodnik: pluszowe misie lub króliczki mają pomóc, Trzymaj złe duchy i złe oko z dala od domu. Zamiast pluszowych zabawek w niektórych miejscach zawiesza się także warkocze czosnkowe – jeśli to pomoże ??


Następnego ranka pieniądze są odbierane z bankomatu, Do Beratu jedziemy z pełnym bakiem. Berat uważany jest za jedno z najpiękniejszych miast Albanii – To również możemy potwierdzić. Ten mały, Osmańskie stare miasto rozciąga się na zboczu wzgórza po obu stronach rzeki Osum. Kala góruje nad miastem, wzgórze zamkowe, Stąd roztacza się widok na piękne góry dookoła. Miasto ma również przydomek ” Miasto ułożonych okien (powinno być okrągłe 1.000 Być), Każdy dom ma dobry widok na góry Tomorr, a domy zostały zbudowane bardzo blisko siebie i w większości bez ogrodu.
Wieczorem psy i my możemy odpocząć i popływać na brzegu rzeki, Jesteśmy sami tuż nad wodą.

W niedzielę wyborczą, To 26.09., planujemy kolejne wyzwanie: Prowadzi do wąwozu Osum, a następnie na trasę terenową o długości ok 25 Kilometr nach Permet. Wcześniej musimy kupić kilka drobiazgów w Corovode – Wróciliśmy teraz do centrum i z naszymi budzącymi strach przeciwnikami, nisko wiszące kable. Mamy teraz paranoję kablową, To gorzej niż na jakimkolwiek torze terenowym !!! Z trudem- i trudach wydostajemy się z wyjątkowo brzydkiego miejsca i już wkrótce możemy zobaczyć początki wąwozu. Kanion robi naprawdę wrażenie, Jedziemy przez kilka kilometrów wąską uliczką.
Nagle ta droga robi się naprawdę szeroka i doskonale zagospodarowana – coś jest nie tak ?? Dokładnie tak jest: po rundzie 3 Kilometrów ta autostrada się kończy – po prostu nie da się już dalej – niesamowity, czego możesz tu doświadczyć. Więc wracamy, znajdź właściwe skrzyżowanie i jesteśmy na środku wyboistej drogi. to działa – kto by pomyślał – jeszcze raz na przejściu 1.000 metrów, trasa jest niezwykle piękna, ale i wymagający – żąda wszystkiego od Henrietty i kierowcy.





czasami było to trudne



Według szacunków 5 Jechaliśmy godzinami i w końcu znowu pod kołami pojawiła się smoła. Kierujemy się w stronę kolejnego brzegu rzeki, psy są wstrząśnięte i spłaszczone.
Nasze miejsce na nocleg z góry ! Jesteśmy podekscytowani wynikami wyborów, ale jednocześnie jesteśmy bardzo zaskoczeni – Nie spodziewalibyśmy się takiego wyniku.

W poniedziałkowy poranek dajemy sobie spokój, Po wczorajszej wycieczce dzisiaj jest pies- i dzień dobrego samopoczucia w programie. Jedziemy kilka kilometrów dalej do źródeł termalnych Bënja. To dość dziwne doświadczenie: Tutaj znajduje się sześć źródeł termalnych na rzece Lengarica z aż do 30 stopni ciepłej wody. Łazienki składają się z prostych, niezabezpieczone baseny z kamienia naturalnego, kręci się tu mnóstwo ludzi „Totalizator piłkarski”. Przed nim stoi kamienny most osmański Ura e Kadiut, za nim wchodzi się do wąwozu Lengarica.
Parkujemy Henriette na ogromnym parkingu, Jest tu znacznie więcej obozowiczów. Właściwie tak nie myśleliśmy, że w tym czasie wciąż dzieje się tak wiele, ale źródła termalne są prawdopodobnie bardzo popularne zarówno wśród mieszkańców, jak i turystów. W przeciwnym razie jest tu bardzo oryginalny kiosk, który oferuje piwo i kawę oraz lokalne, który sprzedaje miód i oliwę. Podejrzewamy, to w 10 Kompleksy hotelowe tu od lat, Bary, Dostępne są restauracje i sklepy z pamiątkami, a turyści gromadzą się tutaj.
Wędrujemy w gumowych kapciach na nogach 3 Kilometry w głąb wąwozu – Frodo nie jest już taki szczęśliwy, w tym miejscu jego brzuch faktycznie staje się mokry !! Trzeba kilka razy przeprawić się przez rzekę, W niektórych miejscach woda sięga do kolan.
Wracając do mostu, bierzemy krótką wiosenną kąpiel – woda silnie pachnie siarką, więc nie zostajemy długo. Zamiast tego kąpiemy się w rzece i czujemy się naprawdę czyści.
Następnego ranka znów kładę się w innych kałużach wody, W basenie woda jest naprawdę ciepła. Zrelaksowani i całkowicie oczyszczeni, zawracamy i pokonujemy kilka kilometrów z powrotem do Përmet. Musimy tu zrobić zakupy – co tutaj zawsze jest przeżyciem !! Musisz przynajmniej wejść 4 sklepy, aby zebrać wszystko, co ważne: Najpierw idziemy do supermarketu, Dostaję tu napoje, Kawa, ketchup i salami itp.. Potem poszukam piekarni, zdobyć chleb, sklep z serami na sery i masło oraz sklep z owocami- i warzywniacy. Myślę, że to świetne, że supermarket nie oferuje owoców/warzywa ani chleba – Tutaj każdy ma swoje prawo do istnienia. We wsiach są małe targi, naprawdę, naprawdę mieć wszystko: Artykuły spożywcze, Napoje, Owoc, Schuhcreme, żelazo, Lalka Barbie, Slipy, Materace powietrzne – sklepy są bardzo zatłoczone, że ledwo można się tam obrócić – naprawdę przeżycie samo w sobie.
Za Përmet jedziemy w stronę Grecji, już prawie nas nie ma 3 kilometrów od granicy. Droga dalej na północ do Korczy jest w opłakanym stanie, znowu prowadzi przez kilka przełęczy i wiele serpentyn. Prosty, Podobno w Albanii po prostu nie ma płaskich odcinków ?? Tutaj, na dalekim wschodzie kraju, wszystko jest znacznie bardziej oryginalne: widzisz ludzi jadących na mułach, pola są przetwarzane przy użyciu najprostszego sprzętu, Turystyki prawie nie ma.
Po drodze na płaskowyżu znajduje się odpowiednia łąka, gdzie możemy spędzić noc. Szybko szukamy w okolicy kilku suchych gałęzi na ognisko, miłe zakończenie dnia.

Szukaj obrazu – Gdzie jest Henrieta? ?? 
Ognisko jest po prostu piękne !
Dzisiejszy dzień (29.09.) faktycznie zaczęło się bardzo obiecująco: Pomimo złej prognozy pogody, mogliśmy cieszyć się śniadaniem na świeżym powietrzu w pełnym słońcu. Po tym jak wszystko zostało spakowane, wyruszyliśmy w stronę Korczy. Po drodze było wiele do zobaczenia: różne środki transportu, takie jak ciężarówki z platformą, na 5 Jeździj ludźmi na stojąco, Muł, które służą jako taksówki i odbierają ludzi z przystanku autobusowego oraz wielu samochodów dostawczych, tych, którzy nadal są 1 PS są w drodze.
Uwagę zwracają także liczne pomniki wojenne, ten obszar musi się znaleźć 2. II wojna światowa była ciężka.
Obszar ten jest bardzo wiejski, Wszędzie na polach trwają prace. Krótko przed Korczą przejeżdżamy przez duże obszary uprawy owoców, Szczególnie jabłka zdają się tu kwitnąć.




Kosa jest tu nadal używana
Jedziemy do małej górskiej wioski Dardhë, Tutaj znajduje się okrężna wędrówka przez Park Narodowy Drenova. Po drodze mijamy jedyny w Albanii wyciąg narciarski (bardzo dziwne) ! Dziś musimy jechać po raz pierwszy 6 Noś kurtkę przez tygodnie – to naprawdę trudne – ale jesteśmy mniej więcej w tym miejscu 1.600 metrów wysokości.



tylko wyciąg narciarski !
Wyposażone w buty turystyczne, Wyruszyliśmy z plecakami i kurtką. W drodze przez wioskę nasz Frodo niestety ma bardzo nieprzyjemne spotkanie z dużym, lokalnym psem – nie lubią się nawzajem, a Frodo zostaje brutalnie zaatakowany i ugryziony – ucieka kulejąc. Po wypędzeniu wroga, Spójrzmy na stopę Froda: otrzymał dużą ranę. Założyliśmy prowizoryczny bandaż z opaską na włosy, Bardzo powoli wracamy do Henrietty. Natychmiast wyszukamy w Internecie weterynarza w Korca, tutaj świeci 2 lub 3 przyznawać . Gdy dotarliśmy na pierwszy trening, byliśmy rozczarowani: to rudera z tylko jednym 2 metrów kwadratowych, ale wydaje się, że są leki i zastrzyki. Niestety młody człowiek nie mówi ani słowa po angielsku, Wyjaśniam mu problem za pomocą Tłumacza Google. Wzywa lekarza, kto mnie zapewnia, że nie jest dziś na treningu, ale można się dodzwonić jutro rano. Znajdujemy je 2. Praktyka, co wygląda lepiej – niestety drzwi są zamknięte ?? Pod numerem telefonu, co jest napisane na znaku, Docieram do weterynarza – Niestety, on mnie nie rozumie. Sfrustrowani jedziemy więc na nasz parking i sami opiekujemy się Frodo. Jednak po godzinie odbieram telefon od syna weterynarza, mówi po angielsku i wyjaśnia mi, że jego ojciec wyjeżdża jutro rano 8.30 zegar jest w praktyce. Dlatego dziś kładziemy się bardzo wcześnie, żebyśmy mogli jutro dotrzeć na czas.

Minęło dużo czasu, odkąd musieliśmy ustawiać alarm – bardzo niezwykłe :). Wcześnie o godz 7.00 Wstajemy punktualnie i docieramy na czas 8.00 godzinie u weterynarza. Lekarz już jest, jest bardzo przyjazny dla Froda i dla mnie – ale on naprawdę nie rozumie ani słowa po angielsku. Wszystkie takie same, on wie, co robić i bardzo dobrze opiekuje się naszym pacjentem. Z 4 Biedak musi mieć założone szwy, potem kolejny antybiotyk i bandaż – i jesteśmy zwolnieni. W 2 Powinniśmy wrócić za kilka dni, jest inny antybiotyk. Zapłaciliśmy tylko 25,– € za całe leczenie.
Jesteśmy szczęśliwi, że wszystko poszło tak dobrze i nadrobię śniadanie pysznym smażonym pieczywem, które odebraliśmy świeże z piekarni za rogiem. Ponieważ jesteśmy już w środku miasta, Korzystam z okazji i wybieram się na zakupy na rynek.
Czuję się tu jak na najgłębszym Wschodzie, Wszystko jest tu naprawdę chaotyczne, morze, pełne i ekscytujące – wiele wrażeń cię przytłacza. Po pół godzinie mam wszystko razem i wracamy do naszego mieszkania nad jeziorem – Wszyscy odpoczywamy przez resztę dnia.

Dzisiaj, jestem 01. październik, Rozsiądźmy się wygodnie w naszym miejscu nad jeziorem. Nowe ogrzewanie jest testowane po raz pierwszy, bo zrobiło się trochę zimno (7 Właśnie dzisiaj rano). Odwiedził nas Unimog – jesteśmy w końcowej fazie 2 Spotkaliśmy się kilka razy w ciągu ostatnich kilku tygodni – z Fürstenfeldbruck, Ojciec i syn odwiedzili albańskich przyjaciół. Zostało im za dużo granatów, Chcieli je do nas sprowadzić.

Po miłej pogawędce obaj chcieli przetestować inną trasę terenową. Frodo już dziś czuje się bardzo dobrze, dużo lepiej, znowu bawi się z Quappo i już prawie nie utyka. Niemniej jednak dzisiaj spokojnie sobie z tym poradzimy, nie należy z niczym przesadzać.





zawsze jest czarna owca !
Po raz drugi musimy nastawić budzik, abyśmy mogli zdążyć do weterynarza w sobotę rano. Rzeczywiście, nasz miły lekarz przychodzi pięć minut później i ogląda łapę Froda: wszystko jest w porządku, Frodo zakłada nowy bandaż i zostajemy wypisani. Świeżo zapakowani ruszamy teraz zwiedzać miasto, odkryj przystojnego, starym bazarze i zaopatrzyć się w pyszny smażony chleb w piekarni.


Bazar 

Katedra Zmartwychwstania 
Następnie zaczynamy kierować się na północ, do jeziora Prespa. Tam odkrywamy miejsce, które nam odpowiada: bezpośrednio nad brzegiem jeziora, sam na sam z krowami, które pasą się na sąsiednich łąkach. Hans-Peter natychmiast wyjmuje duży obiektyw – i oto, Niedługo potem rzeczywiście ma przed obiektywem pelikana. Jednak jest dość daleko, ale możemy to wyraźnie zobaczyć przez lornetkę – rzadki pelikan dalmatyński. Jesteśmy naprawdę podekscytowani, żebyśmy mogli zobaczyć egzemplarz.





nasz pelikan dalmatyński
Niedzielny poranek jest bardzo spokojny i wygodny, Nadal nie wiemy, jakie niespodzianki przyniesie nam dzisiejszy dzień. Ruszamy na kolejną małą trasę terenową tuż przed Jeziorem Ochrydzkim. Trasa jest bardzo piękna i okrągła 8 Dochodzimy do wspaniałego kilometra stoku, duży płaskowyż.
Szybki mały spacer, potem dobra kawa w wieczornym słońcu. Nagle w naszą stronę podjeżdża jakiś pojazd i się zatrzymuje. – pyta nas przyjazny Albańczyk, czy mieliśmy problem i czy nasze psy były psami myśliwskimi. Nie mówimy po albańsku, mówił tylko kilka słów po angielsku- Bez zbędnych ceregieli dzwoni do swojej siostry, który tłumaczy telefonicznie. Pięć minut później jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i zostajemy zaproszeni na kolację. Nadal pytamy, czy droga jest możliwa dla naszej grubej Henrietty – Tak gotowy, wszystko jest wystarczająco duże !! Właściwie powinniśmy byli wiedzieć – ścieżka stawała się coraz bardziej stroma i wąska, aż nic już nie działało – ani do przodu, ani do tyłu nie było możliwe. Bez dalszych ceregieli wezwano sąsiada, musiał odcinać gałęzie piłą łańcuchową – Tutaj jest to takie proste.
Właściwie znaleźliśmy małe miejsce na podwórku, po prostu pasuje do Henrietty. Teraz nadszedł czas na pierwszą raki !!! Rozmawialiśmy rękami i nogami, młody człowiek, Wezwano przyjaciela rodziny, przetłumaczyć trochę po angielsku. Kawa i kilka raki później powoli zrobiło się ciemno i zimno, Więc przenieśliśmy się do salonu: około 5 metrów kwadratowych salonu, w nim ogromny zestaw wypoczynkowy, dwa telewizory i mały piekarnik. Gospodyni natychmiast przyniosła nam skóry owcze na nogi, Piekarnik był nagrzany, a nam było już przytulnie i ciepło. Jakiś czas później pojawiły się pyszne przystawki: sałatka grecka, marynowana papryka, Feta, Cukinia i chleb. Żona i kucharz nadal krzątały się po kuchni, a godzinę później postawiła na stole duży garnek z królikiem i sosem. Niedługo potem każdy otrzymał miskę ryżu – mieliśmy dość. Oczywiście to nie był koniec: Był też duży talerz grillowanego kurczaka – Hans-Peter zmagał się z tym, pociąć zwierzę i każdy dostał porcję. Żadnego końca nie widać: Każdy otrzymał miskę domowego jogurtu, a na deser dla każdego talerz z własnym miodem.
Byliśmy pod wielkim wrażeniem gościnności i ciepła – i jesteśmy bardzo wdzięczni, że mogliśmy poznać tych wspaniałych ludzi.


A 

Nasyceni i pijani padamy na łóżko – Ale nie możemy spać zbyt dobrze: myślimy całą noc, czy i jak możemy się stąd znowu wydostać :). W poniedziałek rano żegnamy się ze wszystkimi, wtedy robi się ekscytująco !
NIE 200 Przebyliśmy długą drogę, Henriette znów utknęła – Gałąź utknęła pomiędzy kabiną a kontenerem. Hans-Peter mądrze spakował swoją piłę łańcuchową, teraz jest używany po raz pierwszy. Henrietta zostaje uwolniona, Drzewo stało się trochę mniejsze, a sąsiad jest zadowolony z drewna na opał !

Więc, Właściwie to wracamy i najpierw musimy złapać oddech. Hans-Peter przygląda się bliżej uszkodzeniom naszej Henrietty – Poręcz została całkowicie zniszczona i wymaga naprawy. Ledwo sobie z tym radzi, Po drodze będziemy musieli odwiedzić warsztat.

Więc, Na razie mamy dość przygód !! Ciche miejsce nad jeziorem to dla nas idealne miejsce na wypoczynek. Stoimy nad Jeziorem Ochrydzkim, woda jest krystalicznie czysta, a słońce świeci z całych sił – idealne na dzisiaj. Krótką ścieżką dochodzimy do idyllicznej wioski rybackiej Lin, Jest tu fajne światło. Spontanicznie się na to decydujemy, zostać tu jeszcze jedną noc.
Następny dzień można rozpocząć od orzeźwiającej kąpieli w jeziorze – znakomity. Cieszymy się wspaniałą pogodą (Od jutra ma padać deszcz) i umilić sobie dzień.
Po śniadaniu mapy są otwierane i ponownie rozważane plany podróży – Rzeczywiście ma padać przez cały przyszły tydzień. Po długim czasie- i tutaj decydujemy, Jechać w kierunku Elbasan. Jest tam kemping, to miłe, Albańczycy niemieckojęzyczni. Oferuje również usługę naprawy samochodów. Odnajdujemy Albina natychmiast i wyraźnie, może naprawić wszystkie bóle Henrietty. Na boisku jest już kolejny Overlander, a niedługo później Henriette zyskuje nowego przyjaciela:

Wszyscy spędziliśmy razem naprawdę miły wieczór – to świetna zabawa, spotkać wielu podobnie myślących ludzi. Rano pada deszcz, chłopcy nie mają ochoty iść na spacer. Około południa jest już lepiej i wyruszamy z Walterem i Julią na pełen przygód spacer po Wołoszczyźnie. Wieczorem zaczynamy od nowa, elegancka restauracja obok – Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem wspaniałej atmosfery i pysznego jedzenia.

Waltera, Julia i Wilma 
Tomasza i Brygidy
piątki, jestem 08. październik, Pojazd naprawią nasi przyjaciele ze Szwabii, mężczyźni przyglądają się z zainteresowaniem. Trochę wychodzi słońce, to trzeba wykorzystać, do dalszego zwiedzania okolicy. Kilkaset metrów dalej znajduje się duża fabryka ryb ze sklepem, Restauracja, plac gier i zabaw, Basen – po prostu niewiarygodne.

Łosoś z krewetkami smakuje wyśmienicie, Jest też Primitivo ze szwabskiej piwnicy z winami MAN – To dobry sposób na przetrwanie tej złej pogody.
W sobotę będziemy kontynuować prace nad Henriettą, zyskuje nową elastyczność (resory piórowe są ponownie naprężone) – Aby to zrobić, wystarczy podnieść go na kilka drewnianych klocków – rewelacyjny.
Wieczorem gotujemy i jemy razem z Julią i Walterem, Później dołącza do nas Uli z Paderborn i spędzamy naprawdę fajny wieczór przy grach z Prosecco i Raki !! Nasze Quappo doskonale pokazuje nasz stan ducha następnego ranka: śpi na stojąco i ma ciężką głowę.

Jest nam naprawdę ciężko, następnego dnia wyruszyć w różnych kierunkach !!! Mamy nadzieję, że kiedyś znów będziemy mogli wyruszyć w trasę z zaprzyjaźnionymi Szwabami ! Pożegnanie z Albinem też nie jest łatwe, taki miły, Nie często spotyka się pomocnych ludzi.

Jedziemy dalej w kierunku Tirany, niestety w kolorze szarym, słota. Tuż przed stolicą stoimy na parkingu naprawdę luksusowego ośrodka jeździeckiego i chłopcy ćwiczą skoki z przeszkodami.
Po drodze odkryliśmy, że Henriette jest teraz w świetnej formie, ale silnik pracuje coraz głośniej ?? Dzięki Google znaleźliśmy warsztat w Tiranie, do którego zmierzamy. Jak zawsze Albańczycy są bardzo przyjaźni i pomocni, wszystko stanie- i zostawił go tam, a wszyscy obejrzeli naszą Henriettę. Mistrz warsztatu również dobrze mówi po niemiecku i wyjaśnia nam różne rzeczy, że to chyba nic złego i że na pewno sobie z tym poradzą. Cztery godziny później są diesle- i filtr oleju wymieniony, Wymieniono uszczelki głowicy cylindrów, a miedziana śruba, która została utracona w wyniku wibracji, wróciła na swoje miejsce. Na krótko przed końcem dnia wszystko jest gotowe, płacimy 350,– € i trudno w to uwierzyć, jak cicho mruczy teraz Henriette. Do Krujy docieramy tuż przed zmrokiem i znajdujemy tam małe pole namiotowe. Jesteśmy jedynymi gośćmi, właściciel jest szczęśliwy. Możemy u niego zamówić pizzę, który wkrótce potem przynosi dostawca pizzy –
Wtorek, 12.10. zachwyca nas promieniami słońca – wszystko od razu jest o wiele piękniejsze. Wyruszamy na zwiedzanie miasta Kruja, małe miasteczko na górze nad Tiraną. Bohater narodowy Albanii, Skanderberg, kazał tu zbudować ogromny zamek, skąd ma gigantyczny widok na Adriatyk. Jest też mały bazar, znajdujemy nowy dywan, aby nasza Henrietta była ładna.


Bazarowy bałagan 


Skanderberga 


Po wycieczce zakupowej kierujemy się dalej na wschód. Po raz kolejny wchodzimy najpierw na przełęcz, następnie jedziemy piękną doliną rzeki Mats.



drogi są katastrofalne 
Rzeka Mat
Droga ma niesamowite dziury, w niektórych przypadkach całkowicie się rozpadł. Dobrze, że są duże znaki ostrzegawcze, które namalowano na ulicy, do bardzo skrajnych punktów. W Burrel kupujemy trochę prowiantu, ostatnie leki są zatankowane, Pozostałe monety rozdawane są jako napiwki. Niedługo potem dochodzimy do najmniejszego przejścia granicznego, że przeszliśmy tak daleko. Po prostu zawsze jest fajnie: Celnik musi najpierw zrobić zdjęcie Henrietcie, Następnie krótko sprawdza nasze papiery i życzy nam bezpiecznej podróży.
Jesteśmy smutni, że opuścimy Albanię – To był wspaniały cel podróży z niesamowicie miłymi ludźmi !!!!!!



















































































